Lata czterdzieste XX wieku w Europie, zwłaszcza w środkowej i wschodniej były nadzwyczaj mroźne, chociaż ludzie ludziom i z ludzi produkowali tyle dwutlenku węgla jak nigdy wcześniej i „Daj Partia” nigdy później.
I wtedy także był straszliwy mróz. Setki podludzi stało, w karnych szeregach wymuszonych ciosami pałek, już wiele godzin na placu apelowym. Zbliżała się wigilia Bożego Narodzenia. Był to któryś już taki wieczór w niemieckim obozie zagłady Auschwitz. Stojący czuli, że już więcej nie wytrzymają ponad to co już wytrzymali. I kiedy dziesiątki miały już upaść i nigdy nie wstać, nagle ktoś zaintonował po polsku - „cicha noc”. A za nim inni w dziesiątkach języków na setki głosów. Nawet ci w wojskowych mundurach zamiast wykrzykiwać „Polnische Schweine”, zaczęli śpiewać „Stille Nacht”.
W grupie podludzi stała także moja maleńka i chudziutka babcia numer 46 499 (z pierwszego transportu do obozu, same Polki). I kiedy przebrzmiały dźwięki „błogosławi nam…”, pomyślała, że to już i dla niej powinien teraz nastąpić koniec. Wystąpiła z szeregu i poszła do obozowego ogrodzenia. Chwyciła druty obydwiema dłońmi, czekała na śmierć. Ale tego wieczoru prąd drutami nie płynął. A strażnik być może wzruszony dźwiękami „Stille Nacht” złamał regulamin i jej nie zastrzelił.
– Wtedy zrozumiałam, że muszę żyć dalej i wrócić do moich synów – mówiła po latach babcia do mnie już urodzonego, a jeszcze żywego. Od tego czasu kiedy mi tę historię opowiadała także minęło wiele jak na człowieka lat. Więc ja już także stary i Wam opowiadam, bo nie ma już czasu na milczenie. Zbliża się bowiem mróz, noc i razy zapewne elektrycznych pałek i – zdaje się że już wkrótce nikt nie zaintonuje „Cichej nocy”.
Zanim to nastąpi Wy także zaśpiewajcie, może ostatni raz:
https://www.youtube.com/
Babciu, prababciu i praprababciu przegraliśmy? Es ist für meine Tochter und die Tochter ihrer Tochter: https://www.youtube.com/
k
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz