czwartek, 30 czerwca 2022

Śpieszcie się

 

Śpieszcie się obejrzeć tę wystawę bez masek na twarzach, bez dystansu „społecznego”. (Ten zwrot to jeden z większych absurdów nowomowy propagandowej, bo społem, znaczy tyle co „razem”).

Mamy bowiem przerwę od bezobjawowej pandemii do września. Wtedy bowiem wrócą odwieczne sezonowe infekcje i minister „zdrowia” ogłosi „nową falę kowida” i będzie kontynuował zaciskanie pętli sanitaryzmu, nowego totalitaryzmu 21 wieku. Gorliwie pomogą mu, tak jak bywało to dotychczas, także wszyscy urzędnicy.

Tymczasem zachęcam do obejrzenia dopiero co otwartej w Muzeum Narodowym w Kielcach wystawy zatytułowanej „Kobieta w czasach Wazów”.

Jako muzealnik wiem, że każda wystawa swoje istnienie zawdzięcza pracy wielu osób i poprzedzona jest nawet kilkuletnimi przygotowaniami. Ale także ma – odwołując się do pojmowania społeczeństwa jako organizmu, co postulowali najwcześniej już Platon i Arystoteles – swój mózg. Tym jest znana mi osobiście (rzadki to już przypadek erudytki i kobiety rozumnej) doktor Magdalena Śniegulska-Gomuła. Jest kuratorką wystawy i autorką niezwykle wciągającej czytelnika publikacji, (czytałem jej słowa przez wiele godzin jak świetną powieść), towarzyszącej wystawie i wydanej pod tym samym tytułem. Opisuje i trzeba powiedzieć, że robi to bardzo rzetelnie unikając poprawności politycznej – sięgając do źródeł, kondycję kobiet w minionych wiekach w Polsce: głównie szlachcianek, przedstawicielek arystokracji, wspomina także o losie mieszczek, a także… sióstr zakonnych.  Na wystawie odnajdziemy m.in. portret zakonnicy Magdaleny Mortęskiej, autorki „Medytacji o Męce Pańskiej”, która miała uczennice: Katarzyny Załuską i Skorupską, także Teofilę Szklińską – a te według badaczy „tworzą pierwszą wyłącznie kobiecą polską zakonną szkołę literacką”. Autorka „Kobiety w czasach Wazów” wspomina także o pierwszych w Polsce uczonych kobietach takich jak np. Maria Cunitz, czy Elżbieta Heweliusz. Jaką rolę odegrały w nauce? Szczegóły znajdziemy właśnie w tekście dr Śniegulskiej-Gomuły. Przypomnimy sobie także o mrocznych czasach polowania na czarownice. Autorka publikacji mówi jednak uczciwie, że ten proceder „spotykało się [w naszej części Europy] w Prusach Królewskich, zamieszkałych w większym procencie przez ludność niemieckojęzyczną”. Warto wspomnieć, że w 1639 roku w Polsce pojawiła się praca „Czarownica powołana”, której autor („najprawdopodobniej Wojciech Regulus”), ostro potępia praktyki związane z polowaniem na czarownice.

Jak wiemy z historii Dynastia Wazów (trwająca nota bene tylko 81 lat) nawiązywała do „wielowiekowych tradycji jagiellońskich”. Dlatego kuratorka wystawy szukając klucza do swojej propozycji  otwarła tę portretami Jagielonek – Katarzyny i Anny. Warto wiedzieć, że o rękę tej pierwszej ubiegał się m.in. jeden z kluczowych dla Rosji władców Iwan IV Groźny. Odmówiono mu obawiając się, że po „bezpotomnej  śmierci Zygmunta Augusta” („Kobieta w czasach Wazów”) Iwan będzie rościł sobie prawo do tytułu króla Polski.

Bogate życie Katarzyny mogłoby, gdyby się ktoś o to postarał, stać się źródłem nie jednej pasjonującej opowieści, przedsmak tego daje kuratorka. Obok tego obrazu możemy zobaczyć jeszcze kilkadziesiąt innych portretów, a także inne eksponaty egzemplifikujące omawianą epokę.

 Chciałem jeszcze poruszyć jeszcze jeden temat. A w zasadzie sprowokować Państwa do refleksji – czy w dobie postulowanej cyfryzacji, zachęcania, a w zasadzie zmuszania pod wieloma pretekstami, profesjonalnego produkowania opinii, które wielu z nas przyjmuje w swojej naiwności jako swoje własne, przenoszenie normalnego życia w świat wirtualny – w tym także do wirtualnego zwiedzania muzeów, jeszcze ma sens obcowanie z rzeczywistym eksponatem?  Walter Benjamin jako pierwszy w eseju „Dzieło sztuki w czasach technologii reprodukcji (1939), analizował skutki masowego kopiowania i rozpowszechniania dzieł sztuki. Miał wówczas na myśli fotografię, film, płytę gramofonową. Dziś tych możliwości jest już więcej i są o wiele doskonalsze. Jacek Dukaj, pisarz i filozof - w publikacji „Po piśmie” (2019) twierdzi, że dziś „[…] nie istnieje już taka sztuka, której nie można scyfryzować. Która nie jest informacją. Nieskończenie kopiowalną, modyfikowalną, rozpowszechnialną”. Według niego nie ma zatem różnicy w doświadczaniu między realnym dziełem także malarskim rzeczywistym, a jego cyfrową reprezentacją (oczywiście na najwyższym możliwym poziomie technologicznym). Jako osoba zajmująca się na co dzień digitalizacją także dzieł sztuki mam spore wątpliwości, co do refleksji wspomnianego filozofa. Zachęcam jednak do odwiedzenia, (tę czynność Dukaj nazywa „obudowaniem” samego doświadczenia obcowania z dziełem sztuki „szeregiem warunków niekoniecznych”), wystawy i wyrobienia sobie własnej opinii. Być może rzeczywiście już nie ma sensu kontynuowania tradycji kłopotliwego i kosztownego gromadzenia i wypożyczania od innych muzeów dzieł sztuki, po to by je następnie pokazać w konkretnym miejscu i czasie. Może wystarczy już tylko wirtualny spacerek po muzeach?

Czy zatem da się dokonać bezpośredniego scyfryzowanego transferu przeżyć związanego ze sztukami plastycznymi, takimi jak m.in. obraz?

„To, co napiszemy o jakimś wydarzeniu albo o jakiejś osobie, jest jawną interpretacją, podobnie jak interpretacją stają się ręcznie wykonane podobizny w formie malowideł czy rysunków. Tymczasem obrazy fotograficzne wyglądają nie tyle jak taką interpretację, ile na fragmenty świata, miniatury rzeczywistości , które kążdy może wykonać lub nabyć” – pisała Susan Sontag w tekście „O fotografii” (polskie wydanie 2009). Zastanawiam się czy rzeczywiście miała rację, i czy portrety pań na wystawie pt. „Kobieta w czasach Wazów” – nie pokazują nam czasem mimo obecności konwencji plastycznych „miniatur minionej rzeczywistości”, którą odnosimy do tej naszej? I czy nie właśnie m.in. i dlatego chodzimy do muzeów?

Tak nota bene w epoce w której postulujemy, że płeć jest konstruktem społecznym, w tytule wystawy pojawia się jednak pojęcie „kobieta”. Judith Butler, jedna z prekursorek studies gender i jej praca „Uwikłani w płeć” (1990) – ponosi po raz kolejny spektakularną klęskę.

Krzysztof Sowiński