środa, 25 maja 2022

Boże chroń przed… urzędnikami…

 

Kwiecień 2022

Ta sytuacja od dawna jest przekroczyła granice groteski. Urzędnicy, także od kultury, których jedynym sensem istnienia jest służebna rola wobec twórców, za co są ponadprzeciętnie wynagradzani z naszych podatków, zachowują się jak udzielni władcy. Nie wiem jak na to pozwoliliśmy? Jak do tego doszło? M.in. potrafią wepchnąć się na każdy „afisz”, kosztem wykonawców i wymusić niezasłużone dla siebie oklaski, zwłaszcza przed wyborami, przy okazji odświeżając swój tzw. wizerunek.

Bo – niestety – to od ich woli zależy czy np. jakaś prężnie działająca instytucja kultury, do której rozwoju przeważnie żaden urzędnik nie przyłożył nawet małego palca, nie mówiąc o ręce (w najlepszym razie nie przeszkadzał w działaniach), nadal będzie istniała i w jakiej kwocie będzie finansowana.

Rzadko bywam na bankietach po premierach, ale tym razem zostałem, żeby usłyszeć jak bardzo cieszą się młodzi choreografowie, którym zaufali dyrektorzy Kieleckiego Teatru Tańca i pozwolili samodzielnie popracować nad „Dyptykiem Biblijnym”. Przypomnijmy – na tę propozycję składają się dwa spektakle: „Sodoma i Gomora” oraz „Kain i Abel”. Do pierwszego spektaklu choreografię stworzył Kamil Zdańkowski (także tancerz KTT). Lota fantastycznie wytańczył Aleksander Staniszewski, żonę Lota – Alicja Horwath-Maksymow. Aż  dziw, że świecie w którym relatywizuje się pojęcia zła i dobra, młodzi twórcy chcieli zmierzyć ze starotestamentową, „niemodną” teraz, opowieścią o Sodomie i Gomorze – i udanie zinterpretowali ją językiem tańca. Podobnie było z „Kainem i Ablem”. Choreografię do tej propozycji zaproponował Aleksander Staniszewski, także debiutant w tej roli, i również tancerz KTT. Kaina kreował – Mateusz Wróblewski, a równie udanie Abla – Dawid Pieróg. W końcu można było pozachwycać się wieloplanowymi, ciekawymi układami tanecznymi, sprawnością tancerzy, wybaczyć im drobne potknięcia – a wszystko to bez tych obrzydliwych, pomyślanych jako narzędzie tresury społecznej „maseczek” na twarzach. Także normalnie siedzieć na widowni nie zachowując równie absurdalnego z punktu widzenia prawdziwej nauki – tzw.  dystansu. Chociaż przyznam, że kilka ofiar propagandy kowidowej nie zmieniło swoich zwyczajów i nadal straszyło „maseczkami”.

Ale to nie młodzi debiutanci przemówili po premierze jako pierwsi! Zebranych swoimi przydługimi i mało interesującymi opowieściami najpierw uraczyło dwóch kieleckich urzędników, marnując czyiś czas i spijając nieprzysługującą im „śmietanę”. Słowem byli niczym to przysłowiowe g…, które przykleiło się do okrętu i krzyczało płyniemy. Po ponad 30 minutach tych urzędniczych opowieści miałem już dość i opuściłem bankiet nie wysłuchawszy młodych artystów i nie gratulując im, co zamierzałem uczynić.

Pokażmy urzędników w szerszej perspektywie. To trzecie ramię trójkąta przemocy, którą dziś przy użyciu tradycyjnej pałki, ale cyfrowych kajdan i więzień stosują wobec nas globaliści. O urzędnikach przed laty wspominał wybitny filozof analityczny, nieodżałowany śp. prof. Bogusław Wolniewicz. Wyjaśniał nam jak działa ten trójkąt. Pierwsze i najważniejsze ramię stanowią tzw. globaliści działający zza kulis. Drugie to ideolodzy – teraz nimi są tzw. lewicowcy wysokiej klasy specjaliści od… przejmowania władzy w imieniu garstki sponsorów, produkujący i terroryzujący pozostałych opowieściami o „wykluczeniu”, za które oczywiście słono sobie każą płacić. Ta lewica ma wspólną z dawną ekonomiczną lewicą, tylko… nazwę. Teraz głosem tej ideologii jest m.in. Yuval Noah Harari (narzędzie Klausa Szwaba). Ten „myśliciel”, który nagle jak za dotknięciem main streamowej różdżki stał się „wpływowym”, i tłumaczy nam maluczkim, że człowiek to już nie jest tajemniczą istotą, którą pokolenia naszych przodków, przy pomocy także takich archetypicznych opowieści jak ta o Sodomie i Gomorze i o Kainie i Ablu, próbowali opisać, ale tylko maszyna biologiczna, popędliwe zwierzę. Zwierzę za które światowe elity muszą podejmować decyzje także te „niepopulistyczne”, czyli odebrać mu pod byle pretekstem np. bezobjawowej pandemii, Prawa Człowieka, w tym prawo do własnego ciała, a pod hasłem inflacji „wywołanej przez Putina” zagrabić ciułaną przez większość ludzi latami własność. Harrari widzi w nas stado – a jak tak jest, to stado można przecież znakować, modyfikować, redukować niepotrzebne już do pracy i „właściwej” reprodukcji osobniki, a nawet „oporne” wobec „postępu” całe podgatunki, wyszczepiać, a także „lockdownować”. A także „hakować”.

Trzecim ramieniem, które te ludobójcze utopie i absurdy wdraża są właśnie urzędnicy.

Narzekaliśmy za komuny na ich liczbę. Zobaczmy jak po 1989 roku rozmnożyli się także i w Polsce, mimo np. opowieści, że „komputery” zredukują ich liczbę! A ileż przez te lata namnożyło się opresyjnych wymierzonych w nas przepisów! I nie chodzi mi tylko o urzędników władz centralnych. Zobaczmy jak rozrosła się władza i ta miejska! Czasami odnosimy wrażenie, że rajcy tworzą państwo w państwie. Prowadzą nawet niezależną od centrali politykę zagraniczną! W tym m.in. migracyjną w opozycji do m.in. Konstytucji! Przypomnijmy sobie jak żarliwie ta grupa wypełniała opresyjne, niezgodne z prawem i ustawą zasadniczą narzucone nam przepisy wprowadzające sanitaryzm, nową formę totalitaryzmu. Jak prezydenci miast legitymizowali te absurdy – m.in. sami nosząc publicznie wbrew literze nauki maski „przeciwwirusowe”, jak natychmiast zamknęli przed nami urzędy. Nie miejmy iluzji urzędnicy – to najwierniejszy elektorat na który partie aktualnie naznaczone do rządzenia przez globalistów w konkretnym kraju, mogą zawsze liczyć. Cechuje tę klasę bowiem w tym zmiennym świecie zawsze element stały antyludzki oportunizm.

Urzędnicy miejscy jak zechcą mogą zrobić w zasadzie wszystko – choćby zabierać nam mieszkańcom kawałek po kawałku wspólne dobro, np. odwieczny i lubiany teren rekreacyjny. Tak się dzieje i w Kielcach przy miejskim zalewie, czy za osiedlem Świętokrzyskie. Mogą wydawać społeczne pieniądze na „rewitalizację”, czyli mogą najpierw wyciąć w określonym miejscu drzewa, by za parę lat upomnieć się, np. na fali „zielonej propagandy”, o takich obecność, niepomni, że drzewa jednak te swoje dobrych kilka lat muszą rosnąć. Mogą zaproponować ławki pomalowane w kolorowe paski i dać im status sacrum, czy zbudować mało skutecznie chroniące przed warunkami atmosferycznymi przystanki, a każdy z tych „projektów” jest o dziwo prawie niezmiennie w cenie „złota”. Wydać krocie na budowę miejskich wypożyczalni rowerów, mimo, że są dowody na to, że tradycyjne „rowery” przegrały w miastach z „elektrycznymi hulajnogami”. Urzędnicy mogą też ustalić reguły konkursów np. na stanowisko dyrektora placówki kultury, a potem unieważnić wyniki łamiąc po drodze własne zasady. A jak się urzędnikowi zachce, to może najpierw unieważnić, potem poczekać i znowu uznać wyniki konkursu, nie tłumacząc się przed nikim ze swoich decyzji (ostatnio tak było z konkursem na szefa BWA w Kielcach. O „konkursach” w naszym mieście napiszę szerzej innym razem).

I na koniec, ja też mam swoją prywatną utopię – marzę, żeby maksymalnie ograniczyć władzę urzędników. Maksymalnie. Wykorzystując m.in. w tym celu zdobycze cyfryzacji. Np. chciałbym mieć możliwość odbierania, jako mieszkaniec miasta swojego głosu urzędnikowi. Jeśli ten przekroczy pewną liczbę odebranych, to powinien pożegnać się z urzędem, bez względu na to, kiedy mija jego kadencja, zanim narobi jeszcze więcej często nieodwracalnych szkód. Jeśli pojawi się jakaś formacja, która zaproponuje realizację takiego projektu, zagłosuję na nią  obydwiema dłońmi.

Krzysztof Sowiński

piątek, 15 kwietnia 2022

Wiersz nieco dzienny


Jestem - poniedzialek.
Dojadam wlasnie srodowe sledzie jeszcze nadal niezywe.
k

Gołębica


Na "moim" podwórzu, firmowym
wysiadywała na murku jajko między stalowymi kolcami pionowo wymyslonymi przeciwko takim jak ona.
Byłaby dobrą mamą, nie schodziła z gniazda ani na chwilę.
Wiedziałem, ze się to zle skończy.
Wybrala miejsce zbyt blisko ludzkiego balkonu.
Na siegniecie tyczka.
Dzis juz siodma godzine golebica patrzy jak zahipnotyzowana w miejsce po gniezdzie i jajku.
A ja patrze na nia.
k

środa, 23 marca 2022

Kołacze się duch Goebbelsa

 


„Nie ma czegoś takiego jak posłuszeństwo

w sprawach moralnych i politycznych”.

Hannah Arendt

Niedawno filharmonia w Kielcach, za przykładem kilku instytucji kultury w Polsce ogłosiła, że nie będzie grać utworów rosyjskich kompozytorów. Patrzeć tylko jak jakieś kierownictwo znaczącej w regionie biblioteki zacznie publicznie palić książki: Dostojewskiego, Tołstoja, Bułhakowa, czy Sołżenicyna, a uniwersytety likwidować wydziały rusycystyki.

Jak widać nasza cywilizacja personalistyczna znowu przegrywa z kolektywistycznymi (nota bene „Putin” także reprezentuje kolektywistyczną). I w rezultacie te drugie wprowadzają obcą nam, sprzeczną z Prawami człowieka - odpowiedzialność zbiorową.

Żeby kogoś potraktować „nie po ludzku”, większość z nas musi najpierw tego kogoś odczłowieczyć, sprowadzić przynajmniej do roli gospodarskiego zwierzęcia (np. nazwać „bydłem”, albo przynajmniej „antyszczepionkowcem”), w najgorszym - przedmiotu. Później tempo przemocy wobec „wroga” może już bez problemu nabrać „przemysłowego” rozmachu. Pisała o tym dziś już w archetypicznym „Eichmannie w Jerozolimie: rzeczy o banalności zła” (1963) żydowska filozofka Hannah Arendt. Wydaje się jednak że na próżno. Ci bowiem co czytali nie wyciągnęli z tej lektury wniosków, albo nie chcieli wyciągnąć, a ci co nie czytali dają się wciągać w powtórkę z historii.

Ustalmy jeszcze jedno - o wojnach decydują światowe elity, a nie przysłowiowi „Janusze” z konkurujących ze sobą stron. „A na wojnie świszczą kule,/ Lud się wali jako snopy,/ A najdzielniej biją króle,/ A najgęściej giną chłopy” – zauważyła już w 1885 roku Maria Konopnicka. Beneficjentami i tej niewątpliwie będą współcześni „króle” czyli - globalne elity.

Nie oszukujmy się – TA, to to tzw. wojna hybrydowa, w której m.in. „lenników” napuszcza się na wielkiego konkurenta. Ledwo i my parę dni temu wy-MiG-aliśmy się (na jak długo?) z losu przypisanego Ukrainie. Przypomnijmy - administracje UK i USA namawiały „nas” do przekazania stronie ukraińskiej dziewięciu wojskowych odrzutowców, same zaś nie chciały tego zrobić żeby się nie narazić na odwet… „Putina”!

Zorkiestrowane media właśnie rysują obraz świata porządku prawnego i „demokracji”, walczącego z rosyjskim imperium „zła”. Nagle z dnia na dzień przywódca państwa oligarchicznego, o czym nie raz mówiły massmedia, stał się demokratą. A przywódca Rosji przestał być człowiekiem „dialogu” i teraz stał się „chorym psychicznie”. Zaś skompromitowane do dna WHO, w cieniu toczącej się wojny, na bazie prognozowanych kolejnych „pandemii” kontynuujące tworzenie globalnego rządu, nadal niezmiennie produkujące cyfrowe-kajdany paszportów „kowidowych”, uzurpujące sobie prawo do decydowania o naszym zdrowiu i życiu, w tym jego długości - znowu jest godną zaufania instytucją reprezentującą świat „demokracji” i „wolności”. A rząd w Polsce, który wdrażał łamiący Konstytucję sanitaryzm, ten totalitaryzm XXI wieku… tylko zyskał na popularności! Czy czasem „Putin” nie spadł im jak z nieba?

Teraz te same media, które już dwa lata wbijają nam goebbelsowskim młotkiem w głowy fałszywe propandemiczne narracje, „zapomniały” o nich (z „obostrzeń” jednak rząd nie zrezygnował, nawet wobec 1.5 milionowej do Polski emigracji) – i w niekończącej się serii produkują dla nas, dla naszego użytku, odczłowieczające „wrogów” stygmaty. A kto się nie godzi na to - jest obrzucany prymitywnymi inwektywami typu „ruska onuca”. Bowiem nie wystarcza mediom tylko potępienie wojny. I dziwnie jakoś te nie nawołują do jak najszybszego porozumienia wrogów.

„Bez względu na rodzaj reżimu totalitarnego[…] żadna odmiana nie mogłaby zdobyć władzy, a na pewno tej władzy utrzymać w krótszym lub dłuższym czasie bez wykreowania w przestrzeni publicznej przysłowiowej figury wroga. […] Dlatego też „produkowanie” obrazów wroga należy zaliczyć do jednego z podstawowych zadań propagandy […]” – wyjaśnia Jacek Wojsław w publikacji „Figura wroga w ideologii propagandzie XX-wiecznych totalitaryzmów”.

„W „Mein Kampf” niemiecki dyktator pisał o potrzebie ujęcia sylwetki wroga w taki sposób, by „przeciwników, nawet bardzo różniących się od siebie, sprowadzić do jednego mianownika” – wyjaśnia E.C. Król („Propaganda i indoktrynacja narodowego socjalizmu”). Współczesna propaganda idąc tą drogą, np. imputuje społeczeństwom, że ci, którzy mają jakiejś wątpliwości co do interpretacji dziejących się wydarzeń są na pewno „proputino-antyszczepionkowcami”.

Właśnie filharmonia w Kielcach ogłosiła, że nie będzie grać utworów rosyjskich kompozytorów. Patrzeć tylko jak jakieś kierownictwo znaczącej w regionie biblioteki zacznie publicznie palić książki: Dostojewskiego, Tołstoja, Bułhakowa, czy Sołżenicyna, a uniwersytety w Polsce likwidować wydziały rusycystyki. Media przyklaskują!

Właśnie „Polsat” z powodu agresji na Ukrainę „Putina”, uniemożliwia oglądanie (na płatnym kanale) występów wybitnych rosyjskich pięściarzy, czy zawodników MMA (nota bene są to imprezy odbywające się w USA). Zwróćmy jeszcze uwagę, że większość z nich od lat mieszka np. w USA, i są to często ludzie (MMA)… pochodzenia czeczeńskiego. A przecież - wiemy to - ci sportowcy mają taki wpływ na decyzje „Putina”, jak ja na działania np. pana Morawieckiego - na którego zresztą nigdy nie głosowałem i nigdy bym nie zagłosował! W sumie – nikt z wyborców PiS go nie wybierał! A jednak ten jest u władzy i rządzi!

„[…] w wielu krajach funkcjonują nadal, a dzięki coraz większej perfekcji technologicznej mass mediów wręcz rozwijają się w najlepsze praktyki wykorzystujące i doskonalące wzorce, metody i techniki propagandy totalnej. Można więc bez ryzyka wielkiej przesady stwierdzić, że po gabinetach szefów współczesnych agencji PR, marketingu, promocji i reklamy kołacze się duch Goebbelsa, nakłaniając do coraz większych uproszczeń, hałaśliwych nagonek i kłamliwych kampanii” – przestrzega Król. Zdaje się nadaremnie.

Krzysztof Sowiński

PS. Z ostatniej chwili. „Użytkownicy Facebooka i Instagrama z niektórych krajów, m.in. z Ukrainy, Polski i Rosji, mogą - ale tylko w postach dotyczących inwazji Rosji na Ukrainę - nawoływać do przemocy wobec rosyjskich żołnierzy czy nawet życzyć śmierci Władimirowi Putinowi” - informuje WP Wiadomości. Niestety, nie przyłączę się do tego chóru – nikomu nie potrafię życzyć śmierci, nawet politycznym wrogom (nie potrafię też życzyć powodzenia oprawcom, nawet tym stojącym po stronie „sprawiedliwej wojny”). Wolałbym raczej im odebrać raz i na zawsze władzę, którą dzierżą i postawić takich przed niezależnym sądem.

Krzysztof Sowiński

wtorek, 8 marca 2022

„Zwyciężają ci, którzy wiedzą, kiedy walczyć, a kiedy nie”

 


„36 forteli” (2020) Piotra Plebaniaka to znakomity międzykulturowy, okraszony dziesiątkami anegdot almanach psychologii konfliktu, w którym chiński dorobek opisany jest językiem Zachodu, a dorobek zachodni językiem starożytnych Chin” -  twierdzi geopolityk młodego pokolenia dr Jacek Bartosiak.

Publikacja szczegółowo opisuje jak można oszukać wroga, także własny naród. Polecam tę książkę, która może trochę rozjaśni Państwu istotę geopolityki, bo widzę, że znowu pełną parą propaganda, która odegrała tak haniebną rolę w implementowaniu narracji o fałszywej pandemii, teraz programuje nasz „słuszny gniew” skierowany przeciwko „bandycie Putinowi”. A ludzie słuchają tego jak zahipnotyzowani.

Miałem pisać o tzw. sygnalistach, czyli haniebnym zarządzeniu dzięki któremu powstaje oficjalna struktura umożliwiająca donoszenie na kolegów w pracy, które przyjęły także wbrew ustawie zasadniczej - placówki kultury w Polsce. Ale tymczasem niedaleko naszych granic wybuchła tzw. wojna i jest to temat teraz ważniejszy. I… nagle widzę, że ta sama maszyna propagandowa sprzężona z tą ponadnarodową, która wyprodukowała w Polsce bezobjawowa pandemię, w jednej chwili zaczęła produkować sceny wojenne, przypominające już po nawet krótkiej analizie model przekonywania społeczeństw określany teraz symbolicznie jako „ciężarówki z Bergamo”.

Te same co wcześniej media produkują także na trzy zmiany słuszny gniew naszego ludu, a najgłośniej swój sprzeciw przeciwko Putinowi, tak jak wczoraj jeszcze przeciwko „antyszczepionkowcom” wyrażają jak zwykle „lewicujący” aktorzy i tzw. artyści!

Zadaję zatem sobie pytanie – co powoduje, że zawsze „najgłupszymi” i najbardziej naiwnymi grupami zawodowymi w przeważającej swojej części, są właśnie ci ludzie? Przypomnę, że jeszcze „wczoraj” nie można było ich dynamitem oderwać od komputerów i telewizorów przed którymi samotnie siedzieli od miesięcy w maseczkach, bo tak się bardzo bali zarażenia „kowidem”, że jeszcze przedwczoraj żądali rozszerzenia sanitaryzmu! A tu nagle „dziś” w swojej większości masowo, z wymalowanymi na twarzach flagami Ukrainy, wyszli na rynki miast w których żyją - by potępić złowrogiego dyktatora!

Patrzyć tylko jak jakiś teatr, być może nawet kielecki – wyprodukuje sztukę, która będzie konsolidować słuszny gniew oburzonego ludu! A może jakby przeczytali refleksję Nicolo Machiavellego: „Cel uświęca środki”, albo „Ludzie tak są prości i tak naginają się do chwilowych konieczności, że ten, kto oszukuje, znajdzie zawsze takiego, który da się oszukać”– zastanowiliby się chociaż przez chwilę?

A wystarczy „poklikać” pięć minut, zerknąć na mapę, żeby zgadnąć co się dzieje. „W lipcu 2021 roku Ukraina pod przywództwem Wołodymyra Zełenskiego podpisała z Chinami porozumienie o budowie infrastruktury a przywódca naszego wschodniego sąsiada w rozmowie z Xi Jingpingiem oznajmił, że Ukraina może stać się „mostem do Europy” dla chińskich inwestycji” („Jak Amerykanie i Rosjanie Chińczyków z Ukrainy przepędzają” (22.02.2022, salon24).  Takie porozumienie na pewno nie może się podobać rządzącym elitom w Rosji i w USA. Tulsi Gabbard, lewicowa kandydatka na prezydenta USA wprost mówi (22.02.22, Fox News): „Amerykańskie władze chcą wojny Rosji z Ukrainą” (m.in. przemysł zbrojeniowy USA potrzebuje na gwałt nowych zamówień). Warto wspomnieć, że Chiny tworzą teraz Nowy Jedwabny Szlak, którego istotne nici wiodą właśnie przez Ukrainę na Zachód Europy. Ten szlak stanowi ogromne zagrożenie dla interesów dominującego imperium morskiego - jakim są nadal USA. Dla Rosji inicjatywa Ukrainy, też jest zabójcza - szlak bowiem omija ten kraj. Warto też przypomnieć, że gra toczy się także o ogromne zasoby tytanu, (które znajdują się na terenie Ukrainy) tak potrzebnego np. do budowy nowoczesnych samolotów bojowych, i w tej chwili „rękę” na nich trzyma „USA” (ten kraj nie ma swoich zasobów tego metalu).

Widzimy zatem, że wojna o którą „nasi” aktorzy oskarżają „psychopatycznego bandytę” ma wiele wątków (może nawet jest rezultatem umowy między „USA” i „Rosją”. Jest rodzajem spektaklu dla miliardów widzów?). I mocno się różni od wizji historii widzianej, jako walki „dobra” ze „złem”. (Nota bene jak można wierzyć, że np. „nasz” rząd odpowiedzialny za 200 tysięcy ponadnormatywnych śmierci w Polsce, za co nie poniósł żadnej odpowiedzialności – jest teraz nagle „dobry”? Jak?). Historii postrzeganej niczym scenariusz telenowel, które są (wychodzi na to) źródłem geopolitycznej wiedzy dla większości naszych artystów.

Może by nawet ta sprawa nie była warta uwagi, gdyby nie fakt, że także „nasz” rząd, „nasza” klasa polityczna prze do wojny z „Putinem”, a działania „naszych” liderów znowu legitymizują głosy nierozsądnych ludzi, głosy nazywane opinią publiczną.

„Zwyciężają ci, którzy wiedzą, kiedy walczyć, a kiedy nie” – pisał przed wiekami Sun Zi o wojnie. Pora żeby te słowa poczytali i tzw. artyści. Na większość bowiem polityków już od dawna nie liczę.

Krzysztof Sowiński

 

 

 

środa, 23 lutego 2022

"Największą teorią spiskową jest przekonanie milionów o „dobroci” swoich władców"

 (Luty 2022)

Kiedyś zapytano Stanisława Lema, wybitnego polskiego pisarza jaką książkę by ze sobą zabrał na bezludną wyspę, ten odpowiedział, że wziąłby „Dzieje zachodniej filozofii” (1945), autorstwa Bernarda Russella.

Jest teraz szansa właśnie zakupić tę pozycję w cenie papieru na którym ją wydrukowano. Możemy skorzystać z tzw. promocji i nabyć tę ponad 1000 stronicową księgę, która doczekała się drugiego polskiego wydania (2020), (pierwsze – 2000) i zobaczyć co cenił w tej pracy niewątpliwy geniusz, autor – proroczego, a chyba raczej predykcyjnego wynikającego z refleksji opartej na naukowych wzorach – „Kongresu futurologicznego”. (Kto nie zna „Kongresu…” natychmiast powinien go przeczytać).

Teraz mała odskocznia… Co jakiś czas widzimy w mediach akcję, która odbywa się pod stygmatyzującym i dzielącym nas, skonstruowanym według matrycy „pedagogiki wstydu” hasłem – „Nie bądź statystycznym Polakiem, czytaj książki!”. (Wspomnijmy… Czyta tylko nieco ponad 40 proc. i większość z nich sięga tylko po jedną książkę rocznie. Nie odbiegamy jednak w tej dziedzinie jakoś rażąco od „zachodniej” normy. Bowiem nieczytanie jest globalnym trendem naszych czasów). Jej autorzy swoje refleksje opatrują jakimś cytatem autorytetu zachwalającego tę czynność, typu – „Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła” (Wisława Szymborska). Także często posługują się wypisem pióra Mikołaja Gogola – „Bardzo wiele książek należy przeczytać po to, aby sobie uświadomić, jak mało się wie”.

Jak  widzimy poetka w ujęciu postmodernistycznym cel w czytaniu książek widzi w „zabawie”, czy „rozkoszy czytania” – jak mawiają twórcy, „objawiciele” i uczniowie opowieści o śmierci wielkich narracji. Natomiast Gogol widział w tym czytaniu głównie cel edukacyjny. Dyrektor Biblioteki Narodowej Tomasz Makowski twierdzi, jak sądzę w duchu tzw. filozofii dialogu (według mnie z gruntu manipulacyjnej) – że trzeba czytać, żeby pozbyć się strachu przed „innym”. Bo jak wiadomo wśród sobie równych, dziś najrówniejszy jest na świecie „inny”. Współcześni literaturoznawcy w swojej większości twierdzą że warto czytać, żeby dobrze… pisać. Pewnie prof. Bralczyk, czy Miodek – powiedzieliby, żeby „ładnie mówić”.

Tylko konia z rzędem temu, albo „teslę” kto mi odpowie, czy akurat współczesnemu człowiekowi najbardziej są właśnie potrzebne te umiejętności?

Według mnie tzw. pandemia uświadomiła, że wielu z nas nie potrafi… logicznie myśleć! Dowód? A chociażby… Iluż to z nas np. „uwierzyło”, że nieszczepieni są zagrożeni przez niezaszczepionych!

Zatem najbardziej czego potrzebujemy to edukacji! Dr Magdalena Wielomska-Ziętek aktualnie, a przed nią znany cybernetyk Józef Kosecki dowiedli, że właśnie usunięcie z programów nauczania m.in. logiki i filozofii – spowodowało, że aż tylu ludzi nie potrafi samodzielnie myśleć. W rezultacie dziś aż tak wielu poddało się propandemicznej propagandzie, skądinąd dość prymitywnej – opartej na starych Goebbelsowskich wzorach. W rezultacie aż tak ogromna część społeczeństwa m.in. zgodziła się na poświęcenie wielu z naszych seniorów (niekowidowych pacjentów) przed którymi służba zdrowia już dwa lata zamyka swoje drzwi. Obojętna też jest na los dzieci i młodzieży wobec których łamie się od miesięcy fundamentalną zasadę humanistycznej medycyny – primum non nocere.

W tym zagubieniu pomocna może być… filozofia. Powrót do dorobku intelektualnego tych, którzy byli przed nami. O tym gdzie się są korzenie logicznego myślenia, którego teraz nam tak bardzo brakuje, wskazuje także w swojej pracy ten wybitny matematyk i filozof jakim był Russell. Jak zauważa, to twórczej krytyce logiki Arystotelesa zawdzięczamy rozwój logiki nowożytnej.

Warto też sięgnąć do jego autorstwa rozdziału o Machiavellim (ten żył na przełomie XV i XVI wieku), żeby w końcu wyzbyć się dziecięcej iluzji, że jakiś władca, premier, prezydent, albo szef jakiejś międzynarodowej organizacji typu WHO, czy właściciel firmy farmaceutycznej – jest  naszym zastępczym ojcem, czy matką i dba o nasz dobrostan. „W „Księciu” całkiem otwarcie odrzuca się ogólnie przyjęte nakazy moralne, którymi musi kierować się w swoim postępowaniu władca […]” – referuje Russel konstatacje Machiavelliego, które tak skrupulatnie przyswoił przez minione wieki cały „cywilizowany” zachodni świat.

Jak powiedziała dr Agnieszka Majcher – największą bowiem teorią spiskową jest właśnie przekonanie milionów ludzi o „dobroci” swoich władców.

Filozof wspomina też Dawida Hume’a i przypomina, że to właśnie ten zerwał połączenie między wiarą, a wiedzą, które tak nam się mylą w XXI wieku cyfryzacji. Zatem od przeszło 250 lat nie mamy żadnego racjonalnego powodu, że by np. „wierzyć w medycynę” do czego od dwóch lat przekonują nas politycy i main streamowe media. Hume też ostrzegał, żeby nie wyciągać zbyt pochopnych konkluzji i przytacza obserwacje zaczerpnięte z doświadczeń jego epoki także z dziedziny medycyny. Dowodził, że fakt, że jakaś grupa ludzi poddana terapii wyzdrowiała nie oznacza, że jest to rezultat skuteczności lekarstwa, którym w czasach Hume’a jakże często to bywało, była oszukańczo serwowana… woda z mąką. Słowem – nie mamy też żadnego powodu, żeby wierzyć i lekarzom.

„W zamęcie ścierających się fanatyzmów jedną z niewielu sił jednoczących jest naukowa wierność prawdzie” – to jedno z ostatnich zdań kończących tę gigantyczną pracę jakiej się podjął Russel. Dodał, że cnotę tę jego szkoła filozoficzna (analityczna) pragnęła wprowadzić do filozofii. Niestety jego nadzieje okazały się nieuzasadnione, już za jego życia pojawił się ruch umysłowy (być może niesłusznie) nazywany postmodernizmem, który istnieniu obiektywnej prawdy zaprzeczał. Niestety ruch został  wykorzystany przez współczesnych władców do sterowania społecznego, w tym totalitarnej kontroli ludzi, a i zapewne otworzył drogę do nowych form ludobójstwa.

I już na koniec. Coś mi się zdaje, że ja też będę statystycznym Polakiem i będę czytał tylko jedną książkę przez cały ten rok i będą to „Dzieje zachodniej filozofii”.

Krzysztof Sowiński

Przywrócić rozumienie rzeczywistości w epoce irracjonalności

 

(Styczeń 2022)

„Imperium Klausa Schwaba. Jedna planeta, jedna ludzkość, jeden zarząd” (2022), to jeszcze pachnąca drukarską farbą książka filozof, specjalistki od sterowania społecznego Magdaleny Ziętek-Wielomskiej.

To jest pierwsza publikacja, która w szerszym kontekście pozwala nam zrozumieć, to co się dzieje we współczesnym świecie przez ostatnie blisko dwa lata, które my nazywamy czasem „pandemii”. Okresie który odebrał nam pod pretekstem nieweryfikowalnej w kategoriach nauki „walki” z wirusem – najbardziej istotne prawa obywatelskie i z takim trudem, i za taką straszną cenę wywalczone przez naszych przodków prawa człowieka. Czasie w którym dokonano skutecznego ataku także na nasze dobra materialne.

„Jako osobę zajmującą się sterowaniem społecznym interesuje mnie kwestia tego, gdzie kryją się ośrodki realnie sprawujące władzę w świecie. Kwestią oczywistą jest to, że piastowanie określonego stanowiska nie oznacza posiadania władzy. Co więcej, większość współczesnych politycznych stanowisk to atrapy, za którymi mogą ukrywać się globalistyczne ośrodki władzy. Zaczęłam badać, co dokładnie robi Schwab i co się dzieje w Davos – mówi w jednym z wywiadów autorka.

Kim jest tytułowy Klaus Szwab? To założyciel Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, człowiek który w 2020 roku ogłosił Wielki Reset. Warto wspomnieć, że historię ludzkości  ten ekonomista-ideolog podzielił na tę „After Christ” i „After Coronavirus” – sygnalizując swoje ambicje nie tylko światowego lidera w dziedzinie ekonomii. Zatem z punktu antropologii nowym mitem ludzi – już to obserwujemy od lat - jest Mit Matki Ziemi, a jego kapłanami są globaliści. Szwab to także autor wpływowych książek – „COVID-19: The Great Reset” i „Czwarta rewolucja przemysłowa”. Wyraził w nich pogląd, że nasz dotychczasowy świat trzeba przebudować od podstaw. A nowe technologie połączą ten fizyczny, cyfrowy i biologiczny – w wyniku czego powstanie „nowy człowiek”. (W istocie zamysł ten - to skuteczny atak na cywilizację łacińską – opartą na greckiej logice, rzymskim prawie i chrześcijańskiej etyce - sprzeczną z marzeniami o dominacji „Szwabów”).

Tzw. Nowy ład zaproponowany na bazie „pandemii” stanowi początek świata zaplanowanego w kręgu tego niemieckiego ideologa. Trzeba od razu zauważyć, że to niebezpieczna wizja, w której wąskie grono globalistów dzięki technologii sprawuje absolutną władzę nad resztą społeczeństwa, kontrolując każdy ich aspekt życia, a nawet tego życia długość. (O takim świecie marzył jeden z poprzedników Szwaba – także rzecznik stworzenia „społeczeństwa stabilnego”, filozof Bertrand Russell (1872-1970). Dowodził, że m.in. dzięki nowym technologiom w przyszłości „bunt owiec przeciwko wilkom nie będzie możliwy”). Mamy już tę technologię i już dziś czujemy tego przedsmak - widać jak można nie tylko utrudnić, ale i uniemożliwić życie „nieposłusznym” (wg globalistów) obywatelom.

Wielomska-Ziętek w swojej pracy na bazie ogólnie dostępnych dokumentów, wyjaśnia źródła inicjatyw Szwaba i szeroko niebezpieczeństwa, które nam z tego tytułu grożą.

„Celem tej i kolejnych publikacji jest przywrócenie rozumienia rzeczywistości w epoce dominacji irracjonalności, która stanowi prawdziwą esencję Nowego Mitu - wyjaśnia filozofka.

To na bazie tej „nieracjonalności” (prekursorem tego nurtu był m.in. religioznawca Frederic Spiegelberg, który postanowił obalić „tyranię abstrakcyjnego rozumu”) – globaliści zbudowali wewnętrznie sprzeczną narrację o „pandemii”. Te opowieści przekazywane przez zorkiestrowane mass media ponad 50 proc. zarządzanych strachem obywateli w każdym z „demokratycznych” społeczeństw przyjęło, wbrew faktom za rzeczywistość. Ale tylko kilka procent otwarcie mówi temu swoje „NIE!”.

Ta nowa rzeczywistość, to świat w którym każdy może być chory i poddany terapii wbrew swojej woli. A o tym kto jest chory nie decydują już objawy (pojawiło się bowiem pojęcie chorego bezobjawowo), ale niediagnostyczny test i urzędnik orzekający na tej bazie o losie konkretnego człowieka. Świat w którym noszący stygmat „zakażonego” są utożsamiani  z chorymi. Świat w którym przy pomocy techniki cyfrowej oznacza się i dzieli całe grupy ludzi, poddaje się ich także nieracjonalnej i sprzecznej z zasadami nauki o medycynie izolacji, a co najgorsze łamiąc prawo – inwigilacji. Świat w którym „niezaszczepiony” jest stygmatyzowany i oskarżany za to, że jakoby zagraża „zaszczepionemu”. Świat w którym już niektórzy politycy śmiało mówią o fizycznej likwidacji opornych.

Jak podpowiada Magdalena Wielomska-Ziętek jeszcze nie przegraliśmy walki z globalistami. Jeszcze możemy przeciwdziałać naszemu uprzedmiotowieniu – a skutecznym narzędziem jest do tego edukacja. A najważniejszym teraz celem jest przerwanie narracji globalistów powołujących się na pseudonaukę reprezentowaną teraz w mass media przez funkcjonariuszy Nowego ładu i wskazanie prawdy.

Jest jeszcze jedno szczególne niebezpieczeństwo które grozi tylko Polakom – jasno je formułuje filozofka. „Klaus Schwab, […] do tej skomplikowanej układanki wnosi jeszcze jeden element: niemieckie koncepcje imperialne i gospodarcze, które wyrastają z niemieckiej tradycji potępiającej indywidualizm i liberalizm. Pod ich sztandarami Adolf Hitler rozpoczął w 1933 r. swój własny Wielki Reset, który wtedy przegrał z liberalizmem i komunizmem”.

Krzysztof Sowiński